Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash




Kończymy rok 2018...

Przed nami cztery zeszyty 2019 roku. W chwili, gdy będziecie czytać te słowa, my będziemy pracowali nad numerem styczniowo-lutowo-marcowym 2019 roku.
Pesymista spyta – „a gdzie tu jeszcze do grudnia”? Lecz optymista odpowie - „do końca roku jeszcze tylko trzy zeszyty, plus ten, który właśnie „się robi”, zdążą.” Jeśli nawet do Sylwestra nie zdążymy z numerem grudniowym, to w styczniu będziemy pracować nad numerem styczeń-luty-marzec 2020 roku. Wraz z „nowym rokiem” kończymy przyjmowanie wpłat na prenumeraty 2019 roku. Kto zdążył kupić, ten ma, kto nie zdążył – zawsze może kupić w handlu, lub możemy mu wysyłać pojedyncze zeszyty. Może też wykupić prenumeratę 2019 i 2020 roku łącznie. Ceny podaliśmy na II stronie okładki.
Na rok 2020 nie przewidujemy podwyżki cen. Przynajmniej na razie, chociaż inflacja nabiera rozpędu. Poczta nam wiosną zrobiła brzydką niespodziankę podnosząc ceny o ponad 50%. Ci, którzy otrzymują „Poznaj swój kraj” priorytetem, widzą to w prawym górnym rogu koperty. Nawet pięć znaczków trzeba teraz naklejać, bo kupić na poczcie znaczek o nominale 4,70 zł, to jak trafić szóstkę w totka. Najłatwiej ogłosić podwyżkę, przygotować się do niej – już trochę gorzej. Ciekaw jestem, czy decydenci „pocztowi” wysyłają jakieś listy jeszcze? Bo mam wątpliwości.

Jak minęły Wam wakacje? Pogoda była nie najgorsza, lipiec słaby, sierpień lepszy. Ale „prawdziwi turyści” na pogodę nie narzekają, muszą tylko wiedzieć, jak się ubrać. Ja ponarzekałem sobie na Ostrołękę, którą odwiedziłem w drodze na Mazury. Nie jest to miasto ani pokroju Krakowa, czy Torunia, ani choćby Szydłowa, czy Szydłowca. Ale nie jest to pustynia, która nie ma niczego do zaoferowania przyjezdnym. Niestety, sądząc z postępowania decydentów, nie są oni zainteresowani rozwojem tam turystyki. Jeden przykład: wystawiono dwa drogowskazy, jak trafić do urzędu, i ani jednego, jak do muzeum, czy na Plac Bema... To jak to tak? Miejscowi nie wiedzą, gdzie urzęduje ich władza? A turystom po co ta wiedza? Przecież nie jadą do Ostrołęki wyrabiać dowodu osobistego, ani pozwolenia na budowę? Zwłaszcza, że w weekendy urzędy i tak pozamykane. Zwracaliśmy już uwagę na to zjawisko, ale ono jak widać, rozprzestrzenia się na cały kraj.

I żeby narzekaniom dać odpór, zapraszam do zwiedzania razem z nami, tego co widzieliście przez wakacje, a także tego, dokąd nie dotarliście. Polecam wizytę w Jerzmanicach-Zdroju, by doznać uczucia małości przy blisko trzydziestometrowej wysokości, pionowej skale starego kamieniołomu, a potem wspiąć się na jego szczyt, po kamiennych, stupięćdziesięcioletnich schodkach. Aż nie do wiary, że w tej małej mieścinie tętniło kiedyś życie, niczym dziś w Kudowie, czy Dusznikach-Zdroju. Przypomina mi się film „Planeta małp” - też go oglądaliście? Niedaleko tej skały – inny niezwykły obraz, choć nie będący powodem do dumy, ale warty zobaczenia. Wiszące tory. Więcej o nich – w artykule „Krucze Skały” na stronie 50.
Ktoś z Was wędrował może śladem p. Agnieszki po Głównym Sudeckim Szlaku? Chodźmy na wspólną wędrówkę, dziś pójdziemy tam razem wdrapując się na Masyw Śnieżnika. Także na Dolny Śląsk, tym razem na wycieczkę pociągiem zaprasza p. Olaf z rodziną. Potwierdzam niezwykłość trasy, ale także smutek Jedliny-Zdrój, przejawiający się w pustkach na ulicach tego sympatycznego miasteczka. Może rewitalizacja linii kolejowej do Świdnicy przysporzy Jedlinie turystów? Mam nadzieję, że tak!

Jako rowerzysta zapraszam na drugi koniec kraju – na rowerowe Mazury. Choć brak tam dobrych połączeń kolejowych, to zawsze można dojechać tam rowerem. Osiemdziesiąt kilometrów pedałowania z  Ostrołęki (z Warszawy tam pociągiem) da się pokonać w ciągu kilku godzin, zwłaszcza że trasa wiedzie w większości drogami drugorzędnymi, na ogół o znośnej nawierzchni, i sporo przez las. Warto spróbować, nawet wiedząc, że tam, w drodze, liczyć trzeba tylko na siebie. Ale może to i lepiej? Nie jest to z pewnością wysiłek porównywalny z tym, który trzeba włożyć by zdobyć tytuł „Waligóry”. Relacja z rajdu – na stronie 68. Zapraszamy do udziału w rajdach w przyszłym roku!

A teraz już czas na ostatni oddech lata! Bo przed nami kolorowa jesień i... trochę luzu na szlakach.
Do zobaczenia na szlakach
Paweł Cukrowski