Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash




Otrzymałem od naszego Czytelnika, zamieszkałego dziś w Niemczech, taki oto list, którego fragment pozwolę sobie zacytować, ponieważ dotyczy spraw, które nie są obojętne dla żadnego krajoznawcy:

„W numerze ”Psk” 12/2017 przeczytałem Pańską wędrówkę rowerową po Kampinoskim Parku Narodowym. Bliskość Warszawy, taka fascynacja przyrodnicza, dużo ważnej historii i kultury. Co mnie nader zaskoczyło w Pańskim artykule. To błądzenie po szlakach, mierne oznakowania, niepewność podczas wycieczki. To po części ogranicza większy ruch turystyczny w Kampinosie.

Moją fascynacją są Parki Narodowe... ...W następnym roku wybieram się do Kampinoskiego Parku Narodowego. Stąd też moja prośba: Pan jako Redaktor Naczelny- mógłby zmobilizować dyrekcję KPN, żeby odnowiła, oznaczyła, opisała te kampinoskie szlaki. Wszak pracownicy Parku mogę te sprawy w pełni zrealizować...”


Zanim odpowiem, zapraszam na krótką wycieczkę, na stronę ósmą, do... Austrii, gdzie nie tak dawno pojechałem zobaczyć, jak tam rozwiązano sprawę oznakowania szlaków rowerowych. Pod lupę wziąłem dwa szlaki, jeden z nich to całkiem podrzędna trasa, wcale nie w żadnym austriackim centrum turystycznym, a powiedziałbym - przekładając na polskie warunki – z Brodnicy do Torunia, albo z Sieradza do Koła. Po obejrzeniu i przeczytaniu owej ósmej strony zapraszam wszystkich z powrotem tutaj.


Mamy jeszcze pewne zaległości w wysyłce złotych znaczków jubileuszowych. Przepraszamy, ale spowodowane było to dużym zainteresowaniem zakupu. Niestety jednak niektóre osoby, od których otrzymaliśmy należności, nie spełniły wymagań do jego zakupu. Możliwe, że nie możemy się ich doszukać w wyciągach bankowych za ubiegłe lata. Prosimy więc o kontakt, będziemy indywidualnie wyjaśniać każdą sprawę.



Na szlak w Steyr natknąłem się bez żadnego ale. Po prostu. Gdy jechałem przez miasto, w pewnym momencie zauważyłem znaki rowerowe. Gdy pojechałem wzdłuż nich – „wylądowałem” 20 kilometrów dalej na... przeprawie promowej przez Dunaj. Podkreślę – przeprawie tylko dla rowerów! Oczywiście piechura też zabiorą, ale już choćby motorower nie ma tam czego szukać! Nawet mu nie wolno dojechać do przystani!
A szlak w Steyr poprowadzony był oczywiście bocznymi, wręcz osiedlowymi uliczkami, NA KAŻDYM SKRZYŻOWANIU (przed każdym skrzyżowaniem) były kierunkowskazy, jak jechać dalej. Nawet w sytuacji, gdy następne skrzyżowanie było 50 metrów dalej i widać było znaki także tam.

A u nas co? Jak zwróciłem uwagę pewnemu urzędnikowi w pewnej gminie pod Kielcami, że warto by oznakować szlaki rowerowe w tak pięknej okolicy, to powstała... konsternacja. Po chwili nieco urażony powiedział, że znaki były „robione” rok wcześniej pod jego nadzorem, wójt, czy inny hierarcha (nie mylić z duchownymi) zaakceptował, więc „musi być dobrze, i nikt niczego zmieniać nie będzie”. No to i jest „dobrze”. Tak dobrze, że poza lokalnymi mieszkańcami, którzy i tak znają teren, nikt więcej o tym miejscu nie słyszał. Ale kogo to obchodzi? Jest szesnasta i kończymy pracę!

W innym miejscu z kolei „dostali” taki plan i nie mogą nic w projekcie zmienić. Pytanie o to, gdzie można coś zmienić, lub uzyskać pozwolenie na zrobienie czegoś – pozostało bez odpowiedzi. Ze świecą znaleźć urzędnika, który zajmie się tematem turystycznym, to jest jednak na szarym końcu ich zainteresowań.

Ale nie bez winy jesteśmy i my – turyści. Dlaczego ciągle znakuje się szlaki w ten sam sposób jak sto lat temu? Dlaczego, jak się wejdzie na szlak, to prawie nigdy nie wiadomo, dokąd prowadzi, co można zobaczyć idąc czy jadąc jego śladem? Gdzie można znaleźć wyżywienie? Gdzie nocleg? A gdzie będzie sklep spożywczy? Internet, ani GPS sprawy nie załatwi. Przejechałem w Austrii 200 kilometrów i ANI RAZU nie musiałem sięgać do mapy, Internetu, GPS-u. Wszystko jest przy szlaku, który ma albo nazwę (wypisaną konsekwentnie na KAŻDYM znaku), albo numer szlaku. Mając numer można ewentualnie sprawdzić w Internecie, co tam jest przy nim do zobaczenia, tylko po co? Wszystko jest na przydrożnych tablicach. U nas wpisując w wyszukiwarkę „czerwony szlak” otrzyma się sto odpowiedzi, a żadna z nich nie będzie na temat.
I te ciągłe zmiany. Pisze o nich także p. A. Wójcik w artykule o GSS. Chodzi o jego przebieg w Szklarskiej Porębie i początku/końcu w Świeradowie-Zdroju. Aż w końcu zetną drzewo i szlaku nie będzie...

Myślę, że dopóki nie zmieni się nastawienie urzędnicze, z „panującego nam łaskawie” w takie by wsłuchiwać się w głosy turystów - niewiele się zmieni.
Dowodem na moje słowa jest dyletancko poprowadzony „szlak” Green Velo także w okolicach Mielnika, o czym piszę w artykule „rowerowym” na stronie 1, a tu tylko wspomnę: zamiast „pociągnąć” szlak polną drogą wzdłuż Bugu – poprowadzili go „fachowcy” asfaltem, czy nawet wręcz po chodniku przez Osłowo. Czy to się nie „nadaje do prasy”?

Rozpisałem się, przepraszam. Zapraszam do dyskusji. A pełna „dokumentacja” wyprawy do Austrii powinna już być na naszej stronie Internetowej, zapraszamy!

Do zobaczenia na szlakach!
Paweł Cukrowski


PS. Spróbujemy zająć się tematem znakowania ścieżek w Kampinoskim PN. Boję się jednak, że łatwo nie będzie, tym bardziej, że pewnie potrzeba tu wiele czasu, którego nam tak bardzo brakuje...


Przepraszamy serdecznie Panią archeolog Angelikę Ślęzak za nieświadome, ale jednak bez wiedzy i pozwolenia wykorzystanie dwóch większych zdjęć, zamieszczonych na stronie dwunastej i trzynastej poprzedniego (4/12) wydania „Poznaj swój kraj”, w artykule o zaginionym mieście Dzwonowie. Także użyte na marginesie tego artykułu zdjęcia broszek i innych ozdób są autorstwa p. Angeliki Ślęzak.