Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash




Kolejny, już drugi z serii czterech o potrójnej numeracji numerów „Poznaj swój kraj” jest w Waszych rękach. Jako że Rok 2020 jest „dopiero co napoczęty” proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności na nadchodzący czas!

Tym razem wewnątrz numeru królują wycieczki. Trzeci już z rzędu etap wyprawy rowerowej po Mazurach, gdzie tym razem chyba największą atrakcją jest... zwalony most w miejscowości Kruklanki, niedaleko Giżycka. Ale czy na pewno? Czy rzeczywiście stare, zrujnowane poniemieckie budowle są jakimiś wielkimi atrakcjami turystycznymi?
Podobnie było kilka numerów wstecz z „Wiszącym Mostem” w okolicach Jerzmanic-Zdroju. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nikt nie zajmie się odbudową tego typu pozostałości z przeszłości? Czy naprawdę się „nie opłaca”? Czy rzeczywiście inwestycje w turystykę muszą się ograniczać do ogrodzenia zabytku i pobierania opłat za jego oglądanie?
Czy nie stać kraju na odbudowę infrastruktury, jeśli już nie z przeznaczeniem na transport kolejowy, to przynajmniej na ścieżki rowerowe z prawdziwego zdarzenia?
A gwarantuję, że tak przygotowane szlaki, wykonane na starych nasypach kolejowych, prowadzące na lub pod tymi niebosiężnymi wiaduktami (szczególnie na Mazurach i Śląsku) byłyby oblegane, zwłaszcza przez rowerzystów zagranicznych, gdzie najprawdopodobniej takich atrakcji nie ma, bo najnormalniej w świecie, ciągle kursują tam na takich szlakach pociągi...

Zwracam przy okazji uwagę, że wiele spraw można zrobić bez wydawania złotówki, jak choćby właściwe oznakowanie... dróg dojazdowych choćby, czy zwłaszcza, do owego mostu. Przed Kruklankami w bezsensownym miejscu postawiono znak, że coś (turystycznego w tej miejscowości) jest, zamiast postawić taki znak (ze strzałką) przy drodze bezpośrednio prowadzącej do owego „Zwalonego Mostu”!
Podobnie rzecz się ma także na Głównym Szlaku Sudeckim. Czy naprawdę nikomu nie zależy na rozwoju tej podstawowej formy turystyki, czyli takiej, która sprzyja ruchowi, a więc chociażby podniesieniu ogólnego poziomu zdrowia Polaków? Nie mówiąc już o prostym wstydzie wobec obcokrajowców, którzy bezradnie stoją w problematycznych miejscach i nie wiedzą, czy dalej: w prawo, czy w lewo?
Inną sprawą jest zaniedbanie tego szlaku, przypuszczam, że osoby odpowiedzialne za stan dróg w okolicy, nigdy na GSS „u siebie” nie byli. Zdarza się, przecież szewc chodzi bez butów...

Marudzę? Narzekam? Wcale nie. Tyle się mówi o informacji, o społeczeństwie informatycznym, a na szlakach i w „zagłębiach” turystycznych dalej niewiele się dzieje. Są owszem wyjątki, gdzieś postawiono wiatę, gdzieś położono asfalt, gdzieś namalowano znaczki szlaku. Chwała tym ludziom, ale ich niekiedy nawet i bezinteresowne działanie, to wciąż kropla w morzu potrzeb.
A przecież bez dobrze oznakowanych ścieżek i szlaków, turystyka ograniczy się do Rynku w Krakowie, Wrocławiu, czy Warszawie, a poza miastem na wyjazd „konikami” nad Morskie Oko, czy spacer na molo w Sopocie. Polska ma jeszcze wiele innych, wartych zobaczenia miejsc, do których bezustannie zapraszamy na łamach naszego Miesięcznika.

Ale może ten Nowy 2020 Rok przyniesie jakieś zmiany w podejściu do kreowania turystyki w kraju nad Wisłą i Odrą? Oby te na lepsze, czego Wam i sobie życzę!

Do zobaczenia na szlakach!
Paweł Cukrowski


Wśród dziesięciu okładek rocznika 2018 wyróżniły się te prezentowane (w kolejności numerycznej) na marginesie tej strony. Różnice pomiędzy nimi (niezależnie od sposobu liczenia) były na poziomie jednego-dwóch punktów, tak że nie ma co wyróżniać jednej ponad drugą. Wspomnieć trzeba też jeszcze o okładce numeru 11. Pozostałe wypadły blado na ich tle.
Gratulujemy autorom zdjęć, dziękujemy biorącym udział w ankiecie. Rozlosujemy wśród nich upominki od Redakcji.