Przewodnik Kazimierz Dolny
Bikeorient
Licznik odwiedzin:
Online:


Śluza wodna
Leśniewo Górne


Okładka 7 - 2017

Praktyczni Niemcy już w osiemnastym wieku zapragnęli połączyć mazurskie jeziora kanałami, tak by na wielkim obszarze umożliwić tanią i względnie szybką komunikację. Jednak to Polacy – na sto lat wcześniej od nich wyrysowali precyzyjne mapy Wielkich Jezior, co było podstawą do wytyczenia m.in. trasy kanału pomiędzy jeziorami Śniardwy i Niegocin.

P
Pierwszy projekt połączenia regionu ze światem pochodzi z połowy osiemnastego wieku i zakładał budowę około pięćdziesięciokilometrowego szlaku wodnego łączącego Jezioro Mamry poprzez rzekę Łynę aż z Morzem Bałtyckim. Nie wyszedł on jednak poza etap projektu. Ciekawszy był projekt trzeci, z końca dziewiętnastego wieku, który poprzez budowę pochylni, a nie śluz nawiązywał do istniejącego już Kanału Elbląskiego. Podobnie jak i drugi projekt został odrzucony tym razem ze względu na protesty mieszkańców, obawiających się obniżenia poziomu wód w jeziorach i tym samym pozbawienia ich podstaw egzystencji. Dopiero po konsultacjach z ludnością i wprowadzeniu poprawek do projektu, przyjęto go do realizacji w 1908 roku.

Na drodze do jego budowy stanęła jednak wojna. Owszem, prace zaczęto, nawet część z nich znacznie zaawansowano, ale roboty w końcu zostały przerwane. Wznowiono je dopiero po zakończonej, a dla Niemiec przegranej wojnie. Nie na długo, chociaż w tym czasie sporo wykonano, w tym jedną ze śluz – całkowicie.

Dojście hitlerowców do władzy dało pracom nowy impuls. Ale podobnie jak wcześniej – też nie na długo. Owszem, wykonano wiele, jak choćby doprowadzono rynnę kanału aż do bliskiego już jezioru Mamry – jeziora Rydzówka, ale wybuch wojny i kolejna zmiana priorytetów znów pokrzyżowały plany budowy. Tym razem na dobre. Taki, a nie inny wynik wojny spowodował przecięcie Kanału nową granicą, rozwój nowych dziedzin komunikacji zaś sprawił, że nie ma już powodu do kontynuacji budowy, chyba że turystyka. Ta jednak wyraźnie przegrywa z polityką i wydaje się, że w najbliższym czasie nikt nie będzie, przynajmniej w Polsce, myślał o uruchomieniu Kanału. Tego Kanału. A szkoda.

Na pięćdziesięciokilometrowej trasie jest do pokonania stumetrowa różnica poziomów wody. Zaplanowano pokonać ją za pomocą dziesięciu śluz. Ta w Leśniewie Górnym jest największa. Tu zaawansowanie prac sięgnęło 80%. Wysokość śluzowania w tym miejscu to ponad siedemnaście metrów. Mogły się zmieścić w niej statki do 46 metrów długości i szerokości do 7,5 metra, a więc o szacunkowej wyporności nawet do 500 ton.

Warto wdrapać się na wzgórze za śluzą. Okaże się, że to nie jest żadne wzgórze, tylko przegroda doprowadzonego aż tu, z jeziora Mamry kanału. Można się już stąd dostać wodą do Węgorzewa, Giżycka, Mikołajek, Łomży, a nawet do Warszawy i Krakowa, a poprzez Kanał Bydgoski i Noteć z resztą Polski i Zachodnią Europą. I oczywiście także w druga stronę.

Dziś śluza stoi zapomniana, z daleka od szosy. O jej istnieniu wiadomo ze znaku do parkingu (á 5zł) i umieszczonych na nim dość leciwych, choć czytelnych jeszcze tablic informacyjnych. Wcześniej też jest kilka, wykonanych sposobem gospodarczym, plansz. Z parkingu do śluzy należy przejść jeszcze kilkaset metrów, może nawet kilometr. Samo miejsce „zagospodarowane” jest tak trochę na wpół legalnie – opanowali je miłośnicy zjazdów linowych, pobierających zresztą dość słoną opłatę za przelot. Ale cóż – bezpieczeństwo kosztuje. Pobierane są także opłaty za wstęp w okolice śluzy – te już zdecydowanie nielegalne.

Tekst i zdjęcia: Kamil Nowak